Strona:PL Chrzanowski Ignacy - Biernata z Lublina Ezop.djvu/090

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


„Barzoć mi sie dobrze śniło:
„Daj to, Boże, by tak było!
„Aleć już mam dobrą mowę.
„Wszystki rzeczy prawie zowę:
„Pług, lemiesz, jarzmo i woły,        155
„Jeden pstry, drugi gomoły.
„Jako nagle to mi Bóg dał,
„Czegom sie ja nie nadziewał!
„Tego podobno wdzięczen był,
„Iżem gościa dobrze uczcił,        160
„Abowiem za dobre dzieje
„Pewien człowiek dobrej nadzieje:
„Nie zapomni Bóg żadnego
„Uczynku miłosiernego“.
A takoż z weselim powstał        165
A na roli zasię kopał,
Bogu z tych darów dziękując,
Jego sądom sie dziwując.
Owaciem rataj przybieżał,
Aby roboty obeźrzał,        170
I hnet począł bić jednego
Niewolnika pana swego.
Ezop, gdy to bicie widział,
Krzywdy bitego żałował,
Śmiele na rataja powstał,        175
Takimi go słowy karał:
„Przecz go bijesz bez przyczyny?
„Niemasz do niego żadnej winy;
„Snadźby nigdy nierad przestał,
„Iżeby nas nie kołatał.        180
„Ty sam roboty nie robisz,
„A nad nami grozy stroisz;