Strona:PL Bronisława Ostrowska - Tartak słoneczny.djvu/07

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

ślepkiem zielonookiem...
Albo radosnym kosem,
co gwiżdże czystym głosem
ton wykrojony, wracający w śpiewie,
jak wykrój liścia na drzewie.

Albo zasumowanym borsukiem
w najgłębszem zmroczu kniej...
Lub tęgoskrzydłym żukiem,
który rozbija po leśnej polanie
swój organowy lot...

Wtedy może byłabym w niej —
Wtedy byłabym nią — tajemnicą...
A otom — człowiek.

Idę pod świerków gotycką iglicą,
pod dębem, jak pod mieczem Michała Anioła,
i tylko — pytam.
I — mijam, mijam, mijam tajemnicę,
a wtedy jeno chwytam,
gdy — zabijam.

Huczy tartak, motor drga, świszczą gatry...
Suną potężne pnie,
piła je świszcząc rżnie...