Strona:PL Boy - Antologia literatury francuskiej.djvu/432

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Upewniała bezustanku, że nie przeżyłaby mnie. Przechodziłem paroksyzmy czułości, wyrzutów. Pragnąłem znaleźć w sobie coś, czembym mógł nagrodzić tak wierne i tkliwe przywiązanie; przyzywałem na pomoc wspomnienia, wyobraźnię, rozsądek nawet, poczucie obowiązku: daremne wysiłki! Trudność sytuacji, pewność nieuniknionej rozłąki w przyszłości, być może jakiś nieokreślony bunt przeciw węzłowi którego niepodobna mi było skruszyć, pożerały mię wewnętrznie. Wyrzucałem sobie niewdzięczność; starałem się ją ukryć przed Eleonorą. Było mi przykro, kiedy zdawała się wątpić o miłości której tak bardzo potrzebowała: trułem się niemniej, kiedy była skłonną w nią wierzyć. Czułem że jest lepszą odemnie: gardziłem sobą za to że jestem jej niegodny. Straszne to nieszczęście, kochać bez wzajemności; ale o wiele jeszcze gorsze być namiętnie kochanym, kiedy się już nie kocha samemu. Życie, które naraziłem dla Eleonory, oddałbym tysiąc razy aby mogła być szczęśliwą bezemnie.
Kilka miesięcy użyczonych przez ojca minęło: trzeba było myśleć o wyjeździe. Eleonora nie sprzeciwiła się rozstaniu, nie próbowała go nawet opóźnić: ale kazała przyrzec, że, za dwa miesiące, wrócę, albo pozwolę jej przyjechać. Przysiągłem solennie. Jakiegoż nie przyjąłbym zobowiązania w chwili gdy widziałem jak ona zmaga się z sobą i powściąga swą boleść? Mogła była wymagać odemnie abym jej nie opuszczał: wiedziałem, w głębi duszy, że łzom jej nie umiałbym się oprzeć. Byłem wdzięczny iż nie korzysta ze swej władzy; zdawało mi się że więcej kocham ją za to. Ja sam zresztą, nie bez uczucia dotkliwego żalu rozłączałem się z istotą tak mi wyłącznie oddaną. Jest coś tak głębokiego w owych zadawnionych związkach! Stają się, bez naszej wiedzy, tak istotną częścią egzystencji! Zdaleka, na zimno, tworzymy plany zerwania; jesteśmy przekonani, że czekamy z niecierpliwością tej chwili; ale, kiedy nadchodzi, napełnia nas grozą. Cóż za dziwactwo naszego nędz-