Strona:PL Boy - Antologia literatury francuskiej.djvu/424

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wiele razy, przy blasku księżyca, widziałem tę samą zakonnicę w kratach okna; spoglądała na morze, oświetlona gwiazdą nocy i zdawała się nastawiać ucha na pomruk fal, które łamały się smutno o samotne wybrzeże.
Zdaje mi się, że jeszcze słyszę dzwon, który, wśród nocy, zwoływał zakonnice na czuwanie i modły. Podczas gdy dzwonił zwolna, a dziewice udawały się w milczeniu do ołtarzy Wszechmocnego, ja biegłem pod klasztor: tam, sam jeden u stóp murów, słuchałem w świętej ekstazie ostatniego dźwięku śpiewów, które mieszały się pod sklepieniem świątyni ze słabym odgłosem fal.
Nie wiem w jaki sposób, wszystko to, co powinno było podsycać me zgryzoty, tępiło przeciwnie ich ostrze. Łzy moje zawierały mniej goryczy, kiedy je wylewałem na skały wśród wiatrów. Cierpienie moje nawet, dzięki swej niezwykłej naturze, przynosiło z sobą niejaką osłodę: miłe jest to co nie jest pospolite, nawet gdy samo w sobie jest nieszczęściem. Powziąłem stąd niemal nadzieję, że i siostra będzie z czasem mniej nieszczęśliwą...