Strona:PL Boy - Antologia literatury francuskiej.djvu/383

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


leją łzy za tobą? Okrutna! nie mówię ci o sobie; ale co stanie się ze mną, kiedy, rano, nie zobaczę cię wśród nas, i kiedy zapadnie wieczór nie gromadząc nas razem; kiedy ujrzę te dwie palmy, zasadzone w czas naszych narodzin, tak długo patrzące na naszą wzajemną przyjaźń? Ach! skoro nowy los cię nęci, skoro szukasz innych krain poza ojczystą ziemią, innych dóbr niż owoce mej pracy, pozwól bym ci towarzyszył. Będę ci dodawał odwagi w czas burzy, która tak cię przeraża już na lądzie. Złożę głowę twoją na mem łonie, będę ogrzewał twe serce na mojem; we Francji zaś, dokąd jedziesz szukać majątku i wielkości, będę ci służył jak niewolnik. Szczęśliwy jedynie twem szczęściem, w pałacach gdzie cię będę widział otoczoną i ubóstwianą, będę jeszcze dość bogatym i szczodrym, aby ci uczynić największe z poświęceń, umierając u twych stóp“.
Szlochania zdławiły wybuch Pawła, usłyszeliśmy głos Wirginii, która rzekła te słowa, przerywane westchnieniami: „Dla ciebie tylko jadę... dla ciebie, któregom widziała zgiętego każdego dnia pracą dla wyżywienia dwóch ubogich rodzin. Jeśli poddałam się pokusom bogactw, to aby ci oddać tysiąckrotnie dobrodziejstwa, które nam świadczysz. Czy jest majątek godny twej przyjaźni? Co mi ty mówisz o urodzeniu? Och, gdyby było jeszcze w mej mocy przybrać sobie brata, czyż wybrałabym kogo prócz ciebie? O Pawle! Pawle! tyś mi droższy o wiele niż brat! Ile mnie kosztowało odepchnąć cię daleko od siebie! Chciałam, abyś mi pomógł oderwać się od siebie samej, do czasu aż niebo będzie mogło pobłogosławić nasz związek. Teraz zostaję, jadę, żyję, umieram; czyń ze mną co zechcesz. O ja nieszczęsna, występna dziewczyna! umiałam oprzeć się twym pieszczotom, a nie umiem znieść twojej boleści!“
Na te słowa, Paweł chwycił Wirginię w ramiona; i, trzymając ją w kurczowym uścisku, wykrzyknął straszliwym głosem; „Jadę wraz z nią, nic nie zdoła mnie oderwać“. Podbiegliśmy wszyscy ku niemu. Pani de La