Strona:PL Boy - Antologia literatury francuskiej.djvu/304

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Sędzio. Zgromadź naokoło mnie nieprzeliczoną liczbę moich bliźnich; niechaj słuchają mej spowiedzi, niechaj litują się mych nieprawości, niechaj rumienią się za me niedole. Niechaj każdy z nich kolejno odsłoni serce u stóp twego tronu z tą samą szczerością; a potem, niechaj jeden jedyny powie ci, jeśli będzie miał czoło: Byłem lepszy od tego człowieka.




Z księgi II.

...W krótki czas po katastrofie, gospodyni moja, która, jak wspomniałem, nabrała dla mnie sympatji, powiedziała mi, iż, być może, uda się znaleźć dla mnie miejsce, i że pewna dystyngowana dama pragnie mnie widzieć. Słysząc to, wyobraziłem sobie, iż, tym razem, wpłynąłem co się zowie w sukcesy wielkiego świata; ta chimera bowiem prześladowała mnie nieustannie. Przygoda okazała się mniej wspaniała niż sobie wyobrażałem. Udałem się do tej pani ze służącym który jej o mnie wspominał. Zaczęła mnie wypytywać, badać: musiałem zrobić niezłe wrażenie, z miejsca bowiem wstąpiłem w jej służby, nietyle w charakterze faworyta, co lokaja. Ubrano mnie w liberję, jaką nosili jej ludzie; jedyna różnica była ta, iż oni nosili pętelkę, mnie zaś jej nie dano: że zaś liberja nie miała galonów, wyglądała prawie na zwykłe ubranie. Oto nieoczekiwany kres, do którego przybiły wreszcie moje wielkie nadzieje.
Hrabina de Vercellis, do której się zgodziłem, była bezdzietną i wdową: mąż jej pochodził z Piemontu; co do niej, zawsze uważałem ją za Sabaudkę, nie przypuszczając aby Piemontka mogła mówić po francusku tak dobrze i tak czystym akcentem. Była to osoba w średnim wieku, szlachetnej postaci, wykształcona,