Strona:PL Boy - Antologia literatury francuskiej.djvu/223

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


świata swojem urodzeniem. Obiady jego byłyby najlepsze w Paryżu, gdyby się zgodził nie zaszczycać ich swą obecnością. Jest to, jak widzisz, skończony cham; ale można mu to darować przez wzgląd na jego kucharza. Nie jest też wobec niego niewdzięczny: słyszałeś pan, że wychwalał go dziś całe popołudniu.
— A ów otyły, czarno ubrany człowiek, którego ta oto dama usadowiła przy sobie? w jaki sposób może godzić równie posępną szatę z miną tak wesołą i kwitnącą cerą? Uśmiecha się wdzięcznie, ilekroć go ktoś zagadnie; ubiór jego jest skromniejszy, ale bardziej wymuskany niż stroje kobiet. — To, odpowiedział, kaznodzieja, a co gorsza, spowiednik. Człowiek ten więcej wie od niejednego męża; zna wszystkie słabostki dam: one wiedzą również, że i on ma swoją. — Jakto! rzekłem, to jeden z tych, którzy prawią wciąż o jakiejś łasce? — Nie, nie ciągle, odpowiedział; kiedy szepce do ucha młodej kobiety, mówi jeszcze chętniej o jej upadku. Ciska gromy publicznie, ale w cztery oczy łagodny jest jak baranek. — Zdaje mi się, rzekłem, że wielce go tu uważają, i odnoszą się doń z nielada względami. — Jakto! czy go uważają! To człowiek nieodzowny: to osłoda skupionego życia: zbawienne rady, rachuneczek sumienia, pociecha duchowna; ten człowiek lepiej umie pomóc na ból głowy niż niejeden gładysz dworski; jest wprost nieoszacowany!
— Jeśli nie jestem natrętny, powiedz mi pan jeszcze, kto jest ten człowiek naprzeciwko, niedbale ubrany, który, od czasu do czasu, stroi dziwaczne miny i mówi językiem tak różnym od innych; który nie dowcip ma dla rozmowy, ale rozmowę prowadzi dla okazania dowcipu. — To, odparł, poeta; pajac rodzaju ludzkiego. Ci ludzie powiadają, że urodzili się tem czem są: prawda; i czem będą przez całe życie, to znaczy, prawie zawsze, najbardziej pociesznemi figurami pod słońcem. Toteż, świat ich nie oszczędza; wylewa na nich wzgardę pełną miską. Owego jegomości głód zapędził do tego domu,