Strona:PL Boy - Antologia literatury francuskiej.djvu/211

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


rozweselania biesiadników; napełnia radością cały stół; toteż, codziennie jest na obiedzie w jakim godnym domu, skąd wraca dopiero o drugiej po północy. Dziś jest u margrabiego d’Alkanizas, gdzie znalazł się jedynie przypadkiem. — Jakto przypadkiem? przerwał Leandro. — Wytłumaczę się jaśniej, odparł djabeł. Dziś, przed południem, spotkało się u drzwi bakałarza pięć czy sześć karoc, które zajechały poń na zlecenie rozmaitych panów. Kazał wprowadzić paziów, i rzekł, biorąc talję kart: „Moi przyjaciele, ponieważ nie mogę zadowolić wszystkich waszych panów naraz, a nie chcę żadnemu dać pierwszeństwa, niech karty rozstrzygną. Pojadę na obiad do króla żołędnego“.
Przejdźmy do tego nowego budynku, który mieści dwa oddzielne apartamenty. Jeden zajmuje właściciel, ów podeszły kawaler, który to przechadza się po mieszkaniu, to osuwa się na fotel. — Rozumiem, rzekł Zambullo, że toczy w głowie jakowyś wielki zamiar. Kto jest ten człowiek? Sądząc z bogactwa jakie błyszczy w tym domu, musi to być grand pierwszej klasy. — Jestto wszelako tylko finansista, odparł demon. Zestarzał się w rzemiośle bardzo zyskownem; ma cztery miljony majątku. Nie jest wolny od niepokoju co do środków jakiemi się posługiwał przy zbieraniu tych skarbów; i, czując się bliskim zdania rachunków na drugim śwjecie, stał się wielkim skrupulatem: myśli o ufundowaniu monastyru. Pochlebia sobie, że, po tak dobrym uczynku, sumienie zostawi go w spokoju. Uzyskał już pozwoleństwo na założenie klasztoru, ale chce osadzić w nim jedynie zakonników, którzyby byli wraz czyści, wstrzemięźliwi i osobliwej pokory: ogromne ma kłopoty z wyborem.
— Och! och! wykrzyknął student, słyszę krzyki i lamenty. Czyżby się zdarzyło jakie nieszczęście? — Oto co się stało, rzekł duch: dwaj młodzi panicze grali w karty, w tym szynku, w którym widzisz tyle płonących lamp i świec. Pokłócili się o jakąś rozgrywkę, do-