Strona:PL Boy - Antologia literatury francuskiej.djvu/201

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


To cierpień mych obecnych jeno mała próba.
Kocha ją! Jakim cudem zmamili me oczy?
Gdzie się widują? odkąd? jak? wściekłość mnie mroczy...
Wiedziałaś o tem: czemuś łudzić mi się dała?
O ich sekretnych ogniach czemuś nie wspomniała?
Czy często spotykali się? z sobą mówili?
Czy się z miłością swoją w lasów głębi kryli?
Niestety! mogli bawić z sobą najswobodniej:
W westchnieniach ich niebiosy nie widziały zbrodni;
Bez wyrzutu folgować mogli chęci własnej,
Dzień im wstawał co ranka pogodny i jasny!
A ja, natury całej zakała hańbiąca,
Kryłam się przed dniem białym, unikałam słońca,
Do boga śmierci jeno śmiałam zwracać modły;
Czekałam chwili, w której dech wyzionę podły.
Gorzkiemi łzy się pojąc, i żółcią karmiona,
Jeszcze, w męczarni swojej, zbyt pilnie strzeżona,
Oczu nawet dosyta w łzach obmyć nie śmiałam;
Z drżeniem się tą rozkoszą gorzką napawałam,
I, pod czołem pogodnem kryjąc wszystkie bole,
Nawet zapłakać na mą nie mogłam niedolę.

ENONA:
Jakiż owoc z daremnej miłości posiędą?
Nie ujrzą się już więcej.

FEDRA: Ha! kochać się będą!
Teraz oto, w tej chwili — och, myśli straszliwa! —
Z niewczesnej miłośnicy drwiąc sobie do żywa,
Mimo wygnanie, co ich nadzieje dziś grzebie,
Ślubują, nawspak losom, należeć do siebie.
Nie, nie zdołam ich szczęścia ścierpieć. Ach, Enono,
Ulituj się zazdrości co kąsa me łono;
Trzeba zgubić Arycję; trzeba króla judzić,
Przeciw krwi nienawistnej jego gniew pobudzić;
Niech na znikome kary czasu dziś nie traci;
Zbrodnia siostry przewyższa stokroć winy braci.
Póty błagać go będę, ściskać mu kolana...