Strona:PL Boy - Antologia literatury francuskiej.djvu/079

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


narady, rzekł: „Bardzo się lękam, iż to całe przedsięwzięcie podobne będzie do gadki o garnku z mlekiem, z którego niejaki szewc czerpał wszelakie bogactwa w swoich rojeniach; owo garnek się stłukł i nie stało mu na obiad. Gdzież wy zmierzacie z tyloma zdobyczami? Jakiż ma być koniec tylu trudów i włóczęgi? — Taki, rzekł Zółcik, że, wróciwszy do domu, wypoczniemy sobie do syta“. Zaczem rzekł Echefron: „A jeśli przypadkiem mielibyście nigdy nie wrócić? Podróż to bowiem długa i niebezpieczna. Nie lepiejż, byśmy już teraz sobie wypoczęli, zamiast puszczać się na azardy? — Hoho, rzekł Rębajło, oto mi śliczna rada; toż ułóżmy się odrazu na przypiecku i tam spędzajmy czas z babami, nawłócząc paciorki albo przędąc, jako ów Sardanapalus. Kto nie waży szyje, zysków nie zażyje, powiada Salomon. — A kto, rzekł Echefron, nadto waży szyje, długo nie pożyje, odrzekł Salomonowi Marchołt. — Basta, rzekł Żółcik, dość tego. Ja się boję jeno owych djabelskich legionów Tęgospusta: podczas gdy my będziemy w Mezopotamii, gdyby im przyszła ochota napaść nas z tyłu, co wówczas? — To fraszka, odparł Łajenko, wysyłasz W. K. Mość poselstwo do Moskali i wystawią ci w jednej chwili czterysta pięćdziesiąt tysięcy przedniego żołnierza. O gdybyś mnie, miłościwy panie, zrobił swoim hetmanem, zadałbym ja im bobu z cebulą! Pędzę, lecę, rąbię, kłuję, zabijam, nie daję pardonu. — Na koń, na koń, krzyknął Żółcik, żwawo, skrzyknijcie chorągwie i, kto mnie kocha, za mną!“


Z „PANTAGRUELA“.[1]
Jako Panurg wychwala zapożyczających się i dłużników.

„Zatem, spytał Pantagruel, kiedyż myślisz wypłacić się z długów? — Na święty Nigdy; wówczas,

  1. Nawet w swoich najbardziej pustych na pozór fantazjach, Rabelais jest głębokim i patrzącym w przyszłość myślicielem. Tak,