Strona:PL Boy - Antologia literatury francuskiej.djvu/065

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Sztandar rozwijam móy swobodno:
Niech idzie za nim kto łaskawy;
Rzucam materią mało godną,
Y znów do inszey wracam sprawy;
A ieśli na mnie kto zawarczy,
Iż śmiem Amorom hańbę zadać,
Niech za odpowiedź to mu starczy:
„Kto zdycha, wszytko lża mu gadać“.

Wiem, że iuż czas mi w lepsze kraie;
Charkam — materia biała, brzydka —
Plwociny, niby kurze iaie:
Cóż stąd? ba, cóż? to, że Brygidka
Nie chce mnie trzymać iuż za chłopca,
Chociam daleki siwey brody...
Głos, minę mam starego skopca,
Choć w rzeczy ze mnie spiczak młody...

Bogu у Tybotowi dzięki,
Co tyle wody dał mi żłopać,
Iż, w dole ciemnym, z głodney męki,
Nogami przyszło ziemię kopać
Skutemi... Z onym dobrym panem
Rachunek przy pacierzu codzień
Robię: niech Bóg mu... amen, amen,
To, co ta myśli biedny zbrodzień...