Strona:PL Bolesław Prus - Szkice i obrazki 04.djvu/201

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ale tak delikatnie, no tak... że oboje wyprzećby się tego mogli — pod przysięgą.
Na schodach rozległ się łoskot, i do salonu wpadł Lachowicz, wołając:
— Jesteś, zbiegu!...
I w otwarte ramiona przyjął rozrzewnionego Sielskiego.
— No, więc już zgoda? — zapytał Ludwik Zosi.
Zosia, usłyszawszy to, zarumieniłaby się niezawodnie, gdyby nie to, że już przedtem była zarumieniona w najwyższym stopniu.
— Kiedyż mnie zaprosicie na wesele? — pytał dalej nielitościwy Ludwik.
— Ty lepiej zaproś pana Jerzego na obiad! — odparła z udanym gniewem Zosia.
— Ależ na wszystkie obiady zapraszam go! Niech się przyzwyczaja do twojej kuchni!... — zawołał Ludwik.
Odtąd rzeczywiście Sielski był u nich stałym gościem. Przychodził około drugiej w południe, a wychodził około jedynastej w wieczór.