Strona:PL Bolesław Prus - Szkice i obrazki 04.djvu/179

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Był mizerny, dziki jakiś, rozgorączkowany... Lachowicz, spojrzawszy na niego, zdziwił się.
— Tyś chory?... — rzekł. — Dlaczego nie napisałeś do nas?...
— Przyszedłem cię pożegnać! — szepnął Sielski.
Ludwik cofnął się wtył i patrzył na niego jak na szaleńca.
— Wiesz już wszystko — mówił Sielski — i ja wiem również wszystko. Ale przysięgam ci, żem się dowiedział za późno!...
— Co to jest?... — zapytał Ludwik.
— Byłem przy śmierci Jadzi, i wtedy dopiero przekonałem się, com uczynił... Był czas, żem się uważał za zbytecznego na świecie, dziś zaś widzę, żem nawet szkodliwy...
Mówił to spokojnie, patrząc w ziemię.
— Siądź-no! — przerwał Lachowicz.
Usiedli. Lachowicz wsparł obie ręce na kolanach i ostro patrząc mu w oczy, spytał:
— Co myślisz zrobić?
— Wyjeżdżam... Nie jestem godzien twojej siostry...
— Któż ci to powiedział?...
— Sumienie moje. Kto się stał przyczyną nieszczęścia innych, sam nie może być szczęśliwym!
Lachowicz wstał, przeszedł się po pokoju i rzekł znowu:
— Powiedz mi szczerze, czy żaden inny powód nie wpłynął na twoje postanowienie?
— Żaden inny. Alboż wina moja nie wymaga ciężkiej pokuty?
— Więc to się u ciebie pokutą nazywa...
Sielski chciał odpowiedzieć, lecz zamilkł.
— Pokuta?... — pytał dalej Lachowicz. — Co ona zmazuje i kogo wynagradza?... Czy wskrzesi Jadwigę?... Zastanów się, człowieku! jakieś ty zadosyćuczynienie wymyślił, które zatruje życie tobie, Zosi i... mnie w końcu.