Strona:PL Bolesław Prus - Szkice i obrazki 04.djvu/173

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


XVII. JADWIGA.

Po rozmowie z Lachowiczem Sielski znacznie się uspokoił, poznawszy, że najważniejsza przeszkoda — niechęć brata, nie zepsuje mu względów u siostry. Odtąd w stosunkach z Zosią nie popełniał już wybryków, obecność pani Skulskiej nie gniewała go, a nawet dla dwu młodych ludzi, panów Alfonsa i Józefa, stał się nieco pobłażliwszym, mówiąc w duchu, że porównanie z nimi wyjdzie mu tylko na korzyść.
Zosia też spoglądała na niego coraz przychylniej, a pani Skulska poradziła mu w sekrecie, aby się godzin pilnował:
— Nie uwierzy pan, jak Zosię to drażni, kiedy pan o zwykłej porze nie przychodzi! — mówiła dama. — Kręci się po pokoju, zagląda w okna, gniewa się... Ale o tem cicho!
Jerzy rósł jak na drożdżach.
Miłość jego stopniowo przechodziła w namiętność; bo też i Zosia co prawda należała do osób płci żeńskiej, za którymi mężczyźni szaleją. Prócz śniadej cery i czarnych, ognistych oczu, zdradzających wulkaniczny temperament, posiadała ona ogromny zapas sił i życia, które jej przydomek „djabelskiej piękności“ zjednały. To też „znawcy“ stawali na ulicach, patrząc na nią, gdy przechodziła, i wróżyli, że z tej prześlicznej panienki wyrośnie bardzo prędko jedna z najpiękniejszych kobiet w Warszawie.
Jakoś w końcu karnawału w domu Lachowicza zauważono, że Sielski zesmutniał i parę wizyt opuścił. To też gdy pewnego razu przyszedł smutniejszy i mizerniejszy niż zwykle, Ludwik przy kobietach zapytał go: