Strona:PL Bolesław Prus - Szkice i obrazki 04.djvu/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


żeś takiego głupstwa nie zrobił. Na mnie patrz, jaki jestem szczęśliwy, że nie mam młyna w domu!...
Ponieważ hipokondryk począł ziewać, co było znakiem, że się udobruchał, Lachowicz więc zapytał:
— Jak pan sądzi, czy bez względu na moje stosunki rodzinne, mógłbym znaleźć żonę?...
— Sto żon... Ale co ci po własnej, kiedy możesz bałamucić cudze?... Mężatki szaleję za tobą!
— Ale kobietę uczciwą i, jak to mówią, z dobrego domu?
— Z pałacu nawet, księżniczkę dostaniesz, gdy zechcesz. Ja sam znam trzy hrabianki, stare panny, które pójdą za ciebie z pocałowaniem ręki.
— Już jestem zajęty! — odpowiedział z uśmiechem Ludwik.
— O! — mruknął stary.
— A jakże się nazywa ta...
— Nazwiska nie wiem, nie mówiłem z nią nawet.
— A to dobrze, bo akurat mogłeś trafić na gryzetkę.
— Jestem o to spokojny.
— No, kiedy jesteś spokojny — mówił znowu, oburzając się starzec — to się żeń!... O cóż ci chodzi?... Po co mnie pytasz o radę?... Może chcesz, ażebym cię oświadczył?
— Może i o to będę prosił.
— Ha!... Jesteś pełnoletni, masz rozum, brnij zatem!... Mogę nawet być ojcem chrzestnym twoich dzieci, które prawdopodobnie urodzą się idjotami. Żeń się, żeń!...
Wysłuchawszy tych opinji, Lachowicz wyśmiewał w duchu swoje dotychczasowe skrupuły i postanowił oświadczyć się nieznajomej. Na drugi dzień jednak znowu wpadł w zwątpienie i potępiał swoją, jak ją nazywał, bezczelność...
Tymczasem przyszedł mu nowy pomysł do obrazu, począł więc malować, a że robił szybko i całemi dniami, w parę tygodni ukazał się na wystawie nowy utwór.
Była to antyteza „Ostatniego dnia skazanego“, a zarazem