Strona:PL Bolesław Prus - Szkice i obrazki 02.djvu/046

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— A źle będzie! — odparł pisarz.
— Niby... komu?
— Rozumie się, że całej gminie. Tu jak już raz zaczną szukać kontrabandy, a znajdą co dobrego, to jedną naszą gminą wybrukują wszystkie kryminały!
Wójt poruszył się.
— A cóż winna gmina, że kilkunastu z niej szwarcuje towary, a tam... kto przechowuje? Ma być taka wieczna zgryzota przez nich, to najlepiej zaskarżyć sprawców i tyle!...
Pisarz przybiegł do stołu i wytrząsając ręką, zawołał:
— O!... o!... o!... jeszcze czego? A czy to wójt nie wiesz, że jak się raz taka sprawa wyda, a oni kosztów nie zapłacą (bo skądby wzięli?), to my bekniemy wszyscy?...
Wójtowi jeszcze nic — ciągnął dalej. — Sprzedadzą wam grunt, dom, resztę odsiedzicie najdłużej w ciągu roku, i jako człowiek stary, będziecie mogli utrzymać się do końca życia z jałmużny. Ale ja co zrobię?... Żebrać przecie nie pójdę!
Pisarz wiedział, w jaki sposób pocieszać wójta, bo starzec aż za głowę się schwycił.
— Matko Boska Częstochowska! — zawołał. — Ja mam żebrać na stare lata?... Mnie sprzedadzą grunt?...
— Takie prawo! — rzekł lakonicznie pisarz.
Wójt aż spotniał.
— Cóż nato począć, gadajże pan? — pytał.
Pisarzowi błysnęły oczy.
— Co począć? — powtórzył. — Naprzód nie myśleć o żadnych skargach na nikogo, bo to jest głupstwo budzić djabła, kiedy śpi. A po drugie... Zaraz ja tu przyjdę...
Wyszedł do pokoju żony, coś z nią poszeptał i wrócił ze sporą paką w ręku.
— Niech to wójt zaniesie do siebie i trzyma parę dni — rzekł, oddając mu pakę.
Chłop wahał się.
— Niema się co namyślać! — zawołał pisarz niecierpli-