Strona:PL Bolesław Prus - Opowiadania wieczorne.djvu/240

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


pytał: „Gdzie my wszyscy jedziemy?“ A kiedy się tak spytał, to wnet bryka stanęła, i rabin powiedział mu:
— Wszyscy, jak tu jesteśmy, jedziemy do Palestyny.
A Nusym dołożył:
— Tam, gdzie się manna sama rodzi, a groch sam się piecze.
I znowu bryka pojechała.
Wtedy Jakób spytał:
— A jak będzie z Turkami? — i zrobiło mu się bardzo zimno.
A rabin odpowiedział:
— Jakóbek! w tem już twoja głowa i twojego wojska — a wtedy zrobiło mu się bardzo słabo.
I spojrzał przed siebie, i zobaczył drogę taką długą, że końca jej nie było widać; a kiedy spojrzał za siebie, to zobaczył z jakie tysiąc tysięcy furmanek odkrytych i zakrytych i tyle wojska, jak piasku w morzu. Tymi, co szli piechotą, komenderował Szloma Abramson, który był cyrulikiem w prawdziwej piechocie; a tymi, co jechali wierzchem, komenderował Josek Goldcygier, co sam był na poczcie i miał brata trębaczem u huzarów. Całe wojsko wyglądało bardzo porządnie, tylko że w kawalerji nie mieli dość inwentarza, więc jedni po dwóch i po trzech jechali na koniach, inni na krowach, a inni na kijach i miotłach — jak można.
Wędrowali tedy i wędrowali straszny kawał czasu, popasając niekiedy, zabierając nowych pasażerów i pytając chłopów o drogę; aż wreszcie przywędrowali do kraju suchego i górzystego, gdzie nie było ani miast, ani wsi, ani zbóż, ani lasów, tylko same osty i zielska kolczate.
Wtedy Lajbuś spytał Nusyma, a Nusym rabina, a rabin Jakóba: „Co my tu będziemy robić?...“ Ale Jakób nie odpowiedział nic, tylko przymknął oczy, zasłonił się lisią czapką od skwaru i udał, że śpi.
Gdy tak sobie udawał, poczęła się zwada i wrzask między