Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 05.djvu/030

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ski. — Pannie Krystynie zdaje się, że ksiądz, lekarz i nauczyciel mogą zreformować społeczeństwo... Przyjemne złudzenie!...
— Znowu się pan kłóci? — zgromiła go panienka.
— Z panią zawsze, ponieważ nie znam osoby, któraby się ładniej oburzała.
— Ot i ksiądz proboszcz wraca od gajowych! — zawołał Permski. — A mleko będzie?
— Owszem, nie będzie — odpowiedział nadchodzący kleryk dźwięcznym, gorącym barytonem. — Wszystko sami zjedli, a może dopiero zjedzą, o co wreszcie nie możemy mieć do nich pretensji. Dla nas kwaśne mleko jest zabawką, im chodzi o życie.
Nastąpił akt zaznajomienia się Trawińskiego z klerykiem. Józef spostrzegł, że przyszły ksiądz jest niezwykle pięknym mężczyzną: ma rysy klasyczne i wyraz szlachetnej zadumy.
— Poco taki człowiek wstępuje do seminarjum? — pomyślał Józef.
— Teraz — rzekła panna Klęska — kiedy już jesteśmy wszyscy, chyba możemy się bawić.
— A bez księdza proboszcza nie można było? — zapytał półgłosem Permski.
Złota twarz panny Pauliny oblała się mocnym rumieńcem, a czarne oczy gniewnie błysnęły, lecz tylko na chwilkę.
— Pan prześladuje panią! — wtrącił zachmurzony Byvataky.
— A pan się za nią obraża! — odrzekł Permski, nie podnosząc głosu.
— Za pozwoleniem — odezwał się Łoski do panny Zofji Turzyńskiej. — Przed chwilą usłyszałem zdanie, że teraz możemy się bawić. Jeszcze raz przepraszam, lecz ośmielę się zapytać: a cóż robiliśmy do tej pory?
— Trochę graliśmy w cerceau — wtrąciła panienka w sukni blado-niebieskiej.