Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom2.djvu/445

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I jeszcze pani powiem — dodał patrzącej na niego z odchylonemi ustami — nietylko nie prosiłbym, ale wprost nie przyjąłbym wyżebranej ofiary z czyjegoś serca. Takie dary zwykle bywają tylko połowiczne...
Boczną ścieżką biegł do nich Starski, bardzo zaaferowany, mówiąc:
— Panie Wokulski, damy szukają pana w lipowej alei... Jest moja babka, pani Wąsowska...
Wokulski zawahał się, co ma zrobić w tej chwili.
— O, niech się pan mną nie krępuje — rzekła, mocniej niż zwykle zaczerwieniona, panna Ewelina. — Zresztą zaraz nadejdzie baron i we troje dogonimy państwa...
Wokulski pożegnał ich i poszedł.
„Piękne rzeczy! — myślał. — Panna Ewelina przez litość wychodzi za barona i zapewne przez litość romansuje ze Starskim... Rozumiem kobietę, która wychodzi zamąż dla pieniędzy, choć to głupi rodzaj zarobku... Rozumiem nawet mężatkę, która po szczęśliwem pożyciu nagle zakocha się i oszukuje męża... Nieraz zmusza ją do tego obawa skandalu, dzieci, tysiące pęt... Ale panna, oszukująca narzeczonego, jest zupełnie nowem zjawiskiem...“
— Panno Ewelino!... panno Ewelino!... — wołał baron, zbliżając się w stronę Wokulskiego.