Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom2.djvu/443

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wokulski odwrócił głowę. Panna Ewelina upadła na ławkę blada i zmęczona, a baron wdzięczył się do niej...
— Idę natychmiast — rzekł. — Panie Wokulski... — dodał spostrzegłszy Wokulskiego — może pan zechce mnie zastąpić... Biegnę i wracam za chwilę...
Pocałował narzeczoną w rękę i poszedł ku pałacowi.
Teraz dopiero Wokulski spostrzegł, że baron ma nogi bardzo cienkie i nieosobliwie niemi włada.
— Pan dawno zna barona? — spytała panna Ewelina Wokulskiego. — Przejdźmy się trochę ku altance...
— Właśnie dopiero w tych dniach miałem przyjemność zbliżyć się z nim...
— On dla pana jest z wielkiem uwielbieniem... Mówi, że pierwszy raz spotkał człowieka tak miłego w rozmowie...
Wokulski uśmiechnął się...
— Zapewne — rzekł — dlatego, że on sam ciągle mówi do mnie o pani.
Panna Ewelina mocno się zarumieniła.
— Tak, to bardzo zacny człowiek, bardzo mnie kocha... Jest wprawdzie między nami różnica wieku, ale i cóż to szkodzi? Doświadczone panie utrzymują, że im mąż starszy, tem wierniejszy, a wszakże dla kobiety przywiązanie męża jest wszystkiem, prawda panie? Każda z nas szuka w życiu miłości, kto mi zaś zaręczy, że spotkam