Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom2.djvu/440

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Wie pan — rzekła — jakiego doznałam uczucia na widok pana? Oto żalu. Przypomniałam sobie, że mieliśmy we troje jechać do Paryża: ja, ojciec i pan, i że z naszej trójki, los był dobrym tylko dla pana. Bawił się pan przynajmniej?... Za nas troje?... Musi mi pan odstąpić trzecią część doznanych wrażeń.
— A gdyby nie były wesołe?
— Dlaczego?
— Choćby dlatego, że pani nie było tam, gdzie mieliśmy być razem.
— O ile wiem, umie pan jednak bawić się dobrze tam, gdzie mnie niema — odparła panna Izabela i odeszła.
— Panie Wokulski!... zawołała pani Wąsowska. Lecz spojrzawszy na niego i na pannę Izabelę, rzekła tonem niechęci:
— Albo nie... już nic... Daję panu na dziś urlop. Moi państwo, chodźmy do parku. Panie Ochocki...
— Pan Ochocki ma mnie dziś uczyć meteorologii — odezwała się panna Felicya.
— Meteorologii?... — powtórzyła pani Wąsowska.
— A tak... Właśnie zaraz idziemy na górę do obserwatoryum...
— Czy pan tylko meteorologii ma zamiar wykładać? — spytała pani Wąsowska. — Na wszelki jednak wypadek radziłabym zapytać babci, co ona sądzi o tej meteorologii...