Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom2.djvu/438

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Witam panią. Jakże się miewa pan Łęcki?
— Papo trochę przyszedł do siebie... Zasyła panu ukłony...
— Bardzo jestem obowiązany za łaskawą pamięć. A pani hrabina?
— Ciocia jest zupełnie zdrowa.
Prezesowa siadła na fotelu; obecni poczęli zajmować miejsca przy stole.
— Panie Wokulski, pan siada przy mnie — odezwała się pani Wąsowska.
— Z największą chęcią, o ile żołnierz ma prawo siadać w obecności swego komendanta.
— Czy już wzięła cię pod komendę, panie Stanisławie? — zapytała z uśmiechem prezesowa.
— Ale jak! Nieczęsto odbywa się podobną musztrę...
— Mści się zato, że wodziłam go po manowcach — wtrąciła pani Wąsowska.
— Po manowcach jeździć najprzyjemniej — odparł Wokulski.
— Byłem pewny, że tak będzie, ale nie sądziłem, że tak prędko... — odezwał się baron, ukazując swój piękny garnitur sztucznych zębów.
— Niech mi kuzyn przysunie sól — rzekła panna Izabela do Starskiego.
— Służę... Ach, rozsypałem!... Pokłócimy się!
— Już chyba nam ten wypadek nie grozi — odparła panna Izabela z komiczną powagą.