Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom2.djvu/437

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


na myśl; w jaki sposób przywita się z panną Izabelą?...
„Co ja jej powiem i jak będę wyglądał?“
Zdawało mu się, że wszystkie oczy zwrócą się na nich i że on musi skompromitować się jakimś niewłaściwym czynem.
„Alboż nie powiedziałem jej, że jestem dla nich wiernym sługą... jak pies!...“
Trzeba jednak iść tam...
Wyszedł, znowu wrócił do siebie i znowu wyszedł na kurytarz. Zbliżał się do drzwi powoli, noga za nogą, czując, że zamiera w nim wszelka energia, że jest jak prostak, który ma stanąć przed królem.
Wziął za klamkę, lecz zatrzymał się... W pokoju jadalnym rozlegał się śmiech kobiecy. Pociemniało mu w oczach, chciał uciec i powiedzieć przez służącego, że jest chory. Nagle usłyszał za sobą czyjeś kroki i popchnął drzwi...
W głębi pokoju zobaczył całe towarzystwo, a przedewszystkiem pannę Izabelę rozmawiającą ze Starskim. Ona tak samo patrzyła na Starskiego, a on miał ten sam ironiczny uśmiech, jak wówczas w Warszawie...
Wokulski w jednej chwili odzyskał energią; fala gniewu uderzyła mu do mózgu. Wszedł z podniesioną głową, przywitał prezesową i ukłonił się pannie Izabeli, która, zarumieniwszy się, wyciągnęła do niego rękę.