Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom2.djvu/217

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

szne spotkało mnie nieszczęście... Nieopłakane, niepowetowane!...
— No, przez ostatnie pół roku...
— Co pan mówisz — pół roku?... — zawołała. Nieszczęśliwy mój Jaś był ze trzy lata chory, a z ośm... Ach, panie Rzecki! iluż nieszczęść w małżeństwie jest źródłem to okropne piwo... Przez ośm lat, panie, jakbym nie miała męża... Ale coto był za człowiek, panie Rzecki!... dziś dopiero czuję cały ogrom mego nieszczęścia...
— Bywają większe — odważyłem się wtrącić.
— O tak! — jęknęła biedna wdowa. — Ma pan zupełną racyą, bywają większe nieszczęścia. Ten naprzykład Wokulski, który podobno już wrócił... Czy prawda, że dotychczas nie znalazł żadnego zajęcia?
— Najmniejszego.
— Gdzież jada? Gdzie mieszka?...
— Gdzie jada?... Nie wiem nawet czy wogóle jada. A gdzie mieszka?... Nigdzie.
— Okropność! — zapłakała pani Małgorzata. — Zdaje mi się — dodała pochwili — że spełnię ostatnią wolę mego kochanego nieboszczyka, jeżeli poproszę pana, ażebyś...
— Słucham panią.
— Ażebyś dał mu mieszkanie u siebie, a ja będę wam przysyłać na dół po dwa obiady, dwa śniadania...