Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom2.djvu/186

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

oddalające się latarnie, a ja... O mało się nie rozpłakałem...
Kiedy woźni poczęli zamykać drzwi peronu, namówiłem doktora na przechadzkę po alejach Jerozolimskich. Noc była ciepła, niebo czyste; nie pamiętam, ażebym kiedykolwiek widział więcej gwiazd. A ponieważ Stach mówił mi, że w Bułgaryi często patrzył na gwiazdy, więc (zabawny projekt!) i ja postanowiłem od tej pory cowieczór spoglądać w niebo. (A może istotnie, na którem z migotliwych świateł, spotkają się nasze spojrzenia, czy myśli i on nie będzie czuł się już tak osamotnionym, jak wtedy?)
Nagle (nie wiem nawet zkąd?) zrodziło się we mnie podejrzenie, że niespodziany wyjazd Stacha ma związek z polityką. Postanowiłem więc wybadać Szumana i chcąc zażyć go zmańki, rzekłem:
— Coś mi się zdaje, że Wokulski jest.. jakby zakochany?...
Doktor zatrzymał się na chodniku i usiadłszy na swej lasce, zaczął się śmiać w sposób, który aż zwracał uwagę, na szczęście, nielicznych przechodniów.
— Ha! ha!... czyś pan dopiero dzisiaj zrobił tak piramidalne odkrycie?... Ha! ha!... podoba mi się ten starzec!...
Głupi był koncept. Przygryzłem jednak usta i odparłem:
— Zrobić to odkrycie było łatwo, nawet dla