Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/433

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


miałbym conajmniej ośm tysięcy rubli rocznie... Los prześladuje mnie nie na żarty!...
Zły humor pana domu źle oddziałał na innych; obiadu nikt nie jadł. Po obiedzie pan Tomasz zamknął się w gabinecie i chodził wielkiemi krokami, co było dowodem niezwykłego wzruszenia.
Panna Izabela także poszła do swego gabinetu i jak zwykle w chwilach zdenerwowania, położyła się na szeslągu. Opanowały ją posępne myśli.
„Krótko trwał mój tryumf — mówiła sobie. — Krzeszowski naprawdę dobrze strzela... Jeżeli zabije jedynego człowieka, który dziś ujmuje się za mną, to co? Pojedynek jest istotnie barbarzyńskim zabytkiem. Bo Wokulski (biorąc go ze strony moralnej) więcej jest wart od Krzeszowskiego, a jednak... może zginąć!... Ostatni człowiek, w którym pokładał nadzieję mój ojciec“.
Tu odzywała się w pannie Izabeli rodowa pycha.
„No — mój ojciec nie potrzebuje przecież łaski Wokulskiego: powierzyłby mu swój kapitał, otoczyłby go protekcyą, a on płaciłby mu procenta; w każdym razie szkoda go...“
Przyszedł jej na myśl stary rządca ich niegdyś majątku, który służył u nich 30 lat i którego bardzo lubiła, bardzo mu ufała; może Wokulski obojgu im zastąpiłby nieboszczyka, a jej rozsądnego powiernika i — zginie!...
Jakiś czas leżała z zamkniętemi oczyma, nie