Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/282

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


też Szlangowskim, a teraz znowu Szlangbaumem, kiedy jego stary ma astmę.
— Kpiliście — mówię — że stroi się w cudze pióra, więc wrócił do dawnego nazwiska.
— Za które dostanie ze sto tysięcy rubli po ojcu — odparł Lisiecki.
Teraz i ja wzruszyłem ramionami i umilkłem. Źle nazywać się Szlangbaumem, źle Szlangowskim; źle być żydem, źle mechesem.... Noc zapada, noc, podczas której wszystko jest szare i podejrzane!
A swoją drogą Stach na tem cierpi. Nietylko bowiem przyjął do sklepu Szlangbauma, ale jeszcze daje towary żydowskim kupcom i paru żydków przypuścił do współki. Nasi krzyczą i grożą, ale nie jego straszyć; zaciął się i nie ustąpi, choćby go piekli w ogniu.
Czem się to wszystko skończy, Boże miłosierny...
Nawiasowo powiem, że serdecznie chcę, ażeby się Stach ożenił. Gdyby miał żonę, nie mógłby tak często naradzać się z Colinsem i panią Meliton, a gdyby jeszcze przyszły dzieci, może zerwałby wszystkie podejrzane stosunki. Bo co to, żeby taki człowiek, jak on, taka żołnierska natura, żeby kojarzył się z ludźmi, którzy, bądźjakbądź, nie występują na plac z bronią przeciw broni. Węgierska piechota i wreszcie żadna piechota, nie będzie