Strona:PL Bolesław Prus - Faraon 03.djvu/090

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ROZDZIAŁ VII.

W połowie miesiąca Famenut (styczeń) zaczęła się wiosna. Cały Egipt zielenił się wschodzącą pszenicą, na czarnych zaś płatach ziemi snuły się gromady chłopów, siejących łubin, bób, fasolę i jęczmień. W powietrzu unosił się zapach pomarańczowego kwiatu. Woda bardzo opadła i codzień odsłaniała nowe kawałki gruntów.
Przygotowania do pogrzebu Ozyrys-Mer-amen-Ramzesa były ukończone.
Czcigodna mumja króla była już zamknięta w białem pudle, którego górna część doskonale odtwarzała rysy nieboszczyka. Faraon zdawał się patrzeć emaljowemi oczyma, a boska twarz wyrażała smutek łagodny, nie za światem, który opuścił, lecz nad ludźmi, jeszcze skazanymi na utrapienia doczesnego żywota.
Na głowie wizerunek faraona miał czepiec egipski w białe i szafirowe pasy, na szyi sznury klejnotów, na piersiach obraz człowieka, klęczącego z rozkrzyżowanemi rękoma, na nogach wizerunki bożków, świętych ptaków i oczu, nie osadzonych w żadnej twarzy, lecz jakby wyglądających z przestrzeni.
Tak opakowane zwłoki króla spoczywały na kosztownem łożu, w małej cedrowej kaplicy, której ściany były pokryte napisami, opiewającemi żywot i czyny zmarłego. Nad zwłokami unosił się cudowny jastrząb z ludzką głową, a przy łożu, dniem i nocą, czuwał kapłan przebrany za Anubisa, bożka pogrzebu, z głową szakala.
Prócz tego przygotowano ciężki, bazaltowy sarkofag, który