Strona:PL Bolesław Prus - Faraon 03.djvu/084

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Jesteś największym królem, jakiego widziano na ziemi! — zawołał.
— Do czasu nie wolno ci mówić o tem nikomu, bo wrogowie mojej sławy czuwają. Abyś jednak miał pewność, daję ci ten oto mój pierścień królewski...
Zdjął z palca pierścień, ozdobiony czarodziejskim kamieniem, na którym było wyryte imię Horusa i włożył go na palec Fenicjaninowi.
— Majątek całej Fenicji jest na twoje rozkazy! — powtarzał głęboko wzruszony Hiram. — Dokonasz panie dzieła, które będzie ogłaszało imię twoje, dopóki nie zagaśnie słońce...
Faraon uścisnął jego siwą głowę i kazał mu usiąść.
— A więc jesteśmy sprzymierzeńcami — rzekł po chwili pan — i mam nadzieję, że wyniknie stąd pomyślność dla Egiptu i dla Fenicji...
— Dla całego świata! — wtrącił Hiram.
— Powiedz mi jednak, książę, skąd masz taką ufność we mnie?...
— Znam szlachetny charakter waszej świątobliwości. Gdybyś, władco, nie był faraonem, po kilku latach zostałbyś najznakomitszym kupcem fenickim i naczelnikiem naszej rady...
— Przypuśćmy — odparł Ramzes. — Ależ ja, aby dotrzymać wam obietnic, muszę pierwej zgnieść kapłanów. Jest to walka, a skutek walki niepewny...
Hiram uśmiechnął się.
— Panie — rzekł — gdybyśmy byli tak nikczemni, żebyśmy cię opuścili dzisiaj, kiedy twój skarb jest pusty, a nieprzyjaciele hardzi, przegrałbyś walkę! Bo człowiek pozbawiony środków łatwo traci odwagę, a od ubogiego króla odwraca się i jego armja, i poddani, i dygnitarze...
Ale jeżeli ty, panie, masz nasze złoto i naszych ajentów, a swoje wojsko i jenerałów, to z kapłanami tyle będziesz miał kłopotu, ile słoń ze skorpjonem. Ledwie postawisz nogę na nich, a już będą rozmiażdżeni...