Strona:PL Bolesław Prus - Faraon 03.djvu/083

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


pomnieć waszej świątobliwości naszą umowę o kanał do morza Czerwonego... Niech on zmarnieje!... niech jego trąd stoczy!... niech jego dzieci zostaną świniopasami, a wnuki Żydami...
Ty zaś, władco, tylko rozkazuj, a ile ma bogactw Fenicja, wszystkie złoży u stóp twoich bez żadnego kwitu i traktatu... Czy to my Asyryjczycy, albo... kapłani — dodał szeptem — ażeby nie wystarczyło nam jedno słowo tak potężnego mocarza?...
— A gdybym ja, Hiramie, naprawdę zażądał wielkiej sumy? — spytał faraon.
— Jakiej?...
— Naprzykład... trzydziestu tysięcy talentów...
— Czy natychmiast?
— Nie, w ciągu roku.
— Będzie ją miał wasza świątobliwość — odpowiedział bez namysłu Hiram.
Pan zdumiał się tej hojności.
— No, ale muszę wam dać zastaw...
— To tylko dla formy — odparł Fenicjanin — da nam wasza świątobliwość na zastaw kopalnie, ażeby nie obudzić podejrzeń kapłanów... Gdyby nie to, Fenicja cała odda się wam bez zastawów i kwitów...
— A kanał?... Czy mam zaraz traktat podpisać? — spytał faraon.
— Wcale nie. Wasza świątobliwość zawrze z nami traktat, kiedy sam zechce...
Ramzesowi zdawało się, że jest podniesiony wgórę. W tej chwili dopiero poznał słodycz królewskiej władzy i to — dzięki Fenicjanom!
— Hiramie! — rzekł, już nie panując nad sobą. — Dziś daję wam, Fenicjanom, pozwolenie na budowę kanału, który połączy morze Śródziemne z Czerwonem...
Starzec upadł do nóg faraona.