Strona:PL Bolesław Prus - Drobiazgi.djvu/029

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


KŁOPOTY REDAKTORA.
OBRAZEK Z NIEDAWNEJ PRZESZŁOŚCI


„Co nieco się zatarło na przeszłości desce,
Niechaj odżyje w pieśni albo humoresce.“


— A napaliszżeż choć raz w tym djabelskim pieci[1] do stu piorunów! — woła względnie dość poważny mężczyzna, w futrze z psów, naśladujących niedźwiedzie. — Czego tu sterczysz, gapiu?
— Czekam na korektę.
— Czemże ci będę robił korektę, ośle jakiś, kiedy mi palce zesztywniały? Napal w piecu, to zrobię.
— Kiedy piec dymi, proszę pana.
— Bodajeście się wy zadymili, niedołęgi! — klnie w dalszym ciągu mężczyzna, trzepiąc się zziębniętemi rękami po bokach, na furmański sposób. — Odgrzejże mi przynajmniej atrament, bo zamarzł!
Chłopiec ze zmarzłym atramentem wyjeżdża do cieplejszych okolic, mężczyzna w futrze, ogrzawszy ręce, zkolei naciera sobie uszy mocno klerykalnej barwy, a tymczasem we drzwiach świątyni dobrego humoru pojawia się dyspozytor.
— Proszę pana redaktora — mówi przybyły — wstępnemu rysunkowi nos się zatarł.
— A więc cóż ja na to poradzę? przecież swego nosa mu nie oddam. Idźcie do rysownika.
— Rysownik także nie odda, bo sam nie ma; wreszcie już za późno.

— Uważam, żeś pan codzień dowcipniejszy, panie ten...

  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – piecu.