Strona:PL Bełza Władysław - Podarek dla grzecznych dzieci.djvu/28

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


o biednéj panience Maryi otulającéj w żłobku zziębłą Dziecinę, o stroskanym Józefie, tą lichą gospodą dla króla Judei i o bydlątkach ogrzewających tchem zziębnięte ciałko.
Słuchacze słuchają z najwyższym zajęciem, i mnóstwo łez płynie na wspomnienie biedy maleńkiego Jezusa. Chłopczyk kończy, a grzmot oklasków obija się o sklepienia kościoła, bo Włosi nadto żywi, nie umieją ukryć swego zachwycenia i zarówno śpiewaka w teatrze jak i kaznodzieję okrywają oklaskami.
Po chwili występuje nowy mówca i opowiada słuchaczom o trwodze pasterzy na widok niezwykłéj jasności o północy, o ich zakłopotaniu, gdy im Anioł kazał powitać Pana, o darach jakie na prędce zbierają, o pośpiechu z jakim biegną do szopy i różnych przygodach doświadczonych w drodze, nareszcie o przybyciu i złożeniu darów u żłobu. A pobożny lud rzymski znowu klaszcze w ręce ciesząc się że Dziecina Boża nie dozna głodu.
I znów trzeci kaznodzieja drobniutki staje na mównicy. I opowiada o okrutnym Herodzie gotującym zgubę Betleemskim dzieciom. A płaczące matki rzymskie tulą z trwogą własne dzieci do łona jakby im Heród śmiercią zagrażał,