Strona:PL Bełza Władysław - Dla dzieci.djvu/147

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Przez gotyckie okna z góry,
Pada na nią cień głęboki;
W niej, gdy umarł z królów który,
Pokładano jego zwłoki.

Skądże dziś do wrót kaplicy,
Zewsząd lud ten wierny bieży?
Skąd te w oczach łzy tęsknicy?
Skąd ten głuchy szept pacierzy?

Zażby krwawe znów zagony,
Dzicz tatarska zapuściła?
Zażby Polska z swej korony,
Nowy klejnot uroniła?!

Ni to klejnot zginął drogi,
Co ozdabiał blask purpury,
Ni pohaniec wdarł się srogi,
Ani z królów umarł który...

Lecz straszniejsze — z jękiem wieści,
Wiatr roznosi na wsze strony:
Oto Polska — o! boleści!
Całej zbyła się korony!

O! przychodźcie tutaj społem,
Tu! gdzie zimny trup jej leży,
I uderzcie kornem czołem,
Z czcią ostatnią dla Macierzy!


*

Jak w dzień śmierci Zbawiciela,
Do grobowej tej kaplicy,
Zewsząd ludu zdąża wiela:
Z całej Polski to pątnicy.