Strona:PL Ballady, Legendy itp.djvu/169

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I ciężarem swym pochyla poczerniały liść ku ziemi.
Pomroczało dookoła, wszystko zda się, oddech tłumi.
Jakiś ptak zahuczał nagle, niewidzialnem skrzydłem szumi
Kto go zbudził? Tu ktoś idzie“! leżąc przez sen dziecko gwarzy.
Do wilgotnej, chłodnej ziemi rozognioną skroń przyciska
Zda się kwiatkiem zapomnianym, gdy znienacka mróz go zwarzy,
Zbladło liczko, czoło płonie, a łza owa w oczach błyska
Co wyraża ból głęboki.
— „Tatuleńku“, wtem zawoła, posłyszawszy czyjeś kroki.
Ojciec był to.
— „Co się stało? Tak czekamy długo na cię“.
Chodź do domu, niespokojna tam matusia płacze w chacie,
„Wstań dziecino! Ty się chwiejesz, twoje czoło ogniem płonie,
„Twe rączyny jakby z lodu. Możeś chora?“ — „Boli dusza“ —
Przez sen dziecko odpowiada — „boli dusza, żar mam w łonie,