Strona:PL Ballady, Legendy itp.djvu/128

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Mocom piekielnym oprzeć się nie zdoła,
Wiecznie obchodzić musi pień dokoła
I weń zatapiać błędny wzrok.


XXIX

Owo ustronie wszyscy dobrze znali,
A więc ku niemu w drogę się udali,
Szli, gdzie sosnowy rośnie gęsty las,
Tam gdzie się łączą skał tych i drzew cienie,
Gdzie w gąszczu liści giną gwiazd promienie
I blask księżyca w jasnej nocy czas.
— „Dalej do pracy!“ Rydle zagłębili,
Kopią i kopią bez spoczynku chwili,
Na czołach potu wytrysnął im zdrój,
Wreszcie gromadnie łączą się w łańcuchy,
Rwą, szarpią korzeń gwałtownymi ruchy...
Próżna ich praca, próżny znój.


XXX

Ruszył się wreszcie, dalej więc w zawody
Pracują znowu, aż się trzęsą brody,
Drżą nogi. Próżno szarpią wszerz wzdłuż.
Więksi przeważyć chcą koniec pochyły,
Inni nogami depcą z całej siły.
Próżno — tak, owak — z miejsca ani rusz.