Strona:PL Ballady, Legendy itp.djvu/124

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wtem słychać sygnał; gnom to wraca śniady,
Co go wysłano ponoć na wywiady;
Więc przy drzwiach szybko odsunięto spust
Wszedł, — uśmiech w twarzy igra mu złośliwy;
Tłum go otoczył wkoło niecierpliwy
— „Mów! “ wnet zabrzmiało z wszystkich ust.


XXII

Szczególną postać ta figurka miała:
Do pasa broda siwa mu sięgała,
Nosił czerwony kaptur, jako krew,
Złotem wyszyte szaty miał bogate,
Twarz śniada, małe oczka zezowate
Kryła obwisła, bujna jego brew.
Na końcach butów miał dwie kurze łapki;
Zaś wielki brylant u dziwacznej czapki
Skrzył się z daleka jasnych świateł grą,
Gdy w szarym płaszczu złotą rudę kował
Nieraz za wszystkich on się napracował!
Demonem starca tego zwą.


XXIII

Był najchytrzejszym z nich; najlepiej wiedział,
Gdzie jaki w skale drogi kamień siedział;