Strona:PL Ballady, Legendy itp.djvu/115

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Zdala, w zieleni, widniał okazale
    I patrzał dumnie na przezroczość wód.
    Sam tego zamku władca w lat rozkwicie,
    Wesół, szczęśliwy, wiódł bez troski życie,
    Zdrów, zawsze pełen miał przy sobie trzos.
    Jutro już Hildę miał zwać żoną swoją,
    Lecz któż wie, jakie znaki w gwiazdach stoją,
    Jaki wywróżą komu los?


    VI

    Wciąż Sibo czaszę napełnia ze dzbana,
    Myśląc o Hildzie, jego ukochana
    Włos miała złoty, oczy modre tak,
    Jak w zbożu haber, twarzyczkę nadobną,
    Płeć białej perły, rączkę, nóżkę drobną,
    Usta jak polny, rozkwitnięty mak.
    Pijąc i marząc w tej to rannej porze,
    Nie zauważył Sibo, że na dworze
    Huczy i świszcze, że zastępy chmur,
    Ciągną, zagładą dysząc, od zachodu,
    Że już okryły, widne z jego grodu,
    Czarnym welonem szczyty gór.


    VII

    Ściemniały naraz modre Renu wody;
    W winnicach wicher z czartem szedł w zawody;