Strona:PL Ballady, Legendy itp.djvu/110

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Jakżeś cudna w pełnej życia krasie!
Patrz! tu wile w tańcu lekką stopą,
Hołd twej krasie oddając, pierzchają,
Patrz, chochliki tu znów srebrno-brode.
Na kolanach przed tobą się korzą,
Tam z za krzaka róży tej kwitnącej
Wyszedł bożek miłości zbudzony
I dosiada wielkiego motyla,
By obwieścić radosną nowinę.
Na głos jego wszystko się ożywia:
Skały dźwięczą, drzewa szemrzą czule,
Pachną kwiaty, gwiazdy jaśniej świecą,
W każdym krzaku dźwięczy śmiechu nuta,
W każdem drzewie ptak ukryty śpiewa,
W każdej trawce złota muszka brzęczy.

Bliżej, bliżej, przytul się tu do mnie,
Szyję moją owiń rączką białą!
Patrz-no! woda w tej studzience srebrna
Już się na dwa rozstąpiła wały,
Z fal srebrzystych występuje wila,
Ku nam zmierza z czołem pochylonem,
I tą wonią, którą kwiaty zrasza.
Nas oboje kropi lekko zdala,
W znak miłości — czy też zapomnienia.

Przeszły lata, jako sen miłości,
Przeszły łata, jak jesienne burze,