Strona:PL Ballady, Legendy itp.djvu/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Jego ręka pod dotknięciem dziewiczego ciała,
Drży mu lekko, jako struna, gdy nań pozostała
Resztka tonu, którym harfa tylko co dźwięczała.

Lecz wołania Lotha, krzyki szum piekielny głuszył,
Większe szczęście im jaśniało, niż z nas każdy tuszył,
Tutaj miłość — a tu pomsty anioł wszystko kruszył.

— „Zbudź się, bracie!“ wołam głosem wielkim, jak głos sądu,
Przegłuszyłem, zda się, szumy zatracenia prądu.
Darmo! ginie twór tu każdy nieba, wód i lądu.

Pełniąc rozkaz mego Pana, Jego słowom gwoli,
Z trudem wyrwać mogłem Lotha z miejsca łez, niedoli.
Jeszcze jedno oka mgnienie, jedno nań spojrzenie...
Z myśli mojej nie wychodzi nigdy to widzenie:
Tuż przy sobie śpią oboje, niby dziatek dwoje,