Strona:PL Antoni Lange - Rozmyślania.djvu/105

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Chcesz na lodowcach zielonego maju,
W kopalniach zorzę pragniesz mieć jaskrawą?
Tyś roił, wałczył... I, wszystko zważywszy,
Mów: czyś od ojców swoich był szczęśliwszy?

I nie masz prawa! A zaś twoje syny
Czemu szczęśliwsze mają być od ciebie?
Choćbyś najmędrsze stworzył im maszyny,
Choćby po uszy kąpali się w chlebie,
Znajdą się dla nich nowe łez przyczyny,
Głodna ich dusza zwiędnie w tym Erebie.
Ani tyś od twych szczęśliwszy pradziadów,
Ani twym wnukom nie zabraknie jadów.

Chociażbyś ziemię zdruzgotał na szczęty,
Chociażbyś nowym zburzył ją potopem
I jakiś nowy glob zbudował święty,
Tuż pod błękitu zawieszony stropem,
I wcielił ludzkość w nowe elementy:
Spoglądaj wiecznie ducha teleskopem
W bezmiary jutra — ujrzysz wiecznie burze,
Bo duch jest Nocą — podobny naturze.

Dnia wczorajszego nic ci nie usunie,
Jutro się zawsze rodzić musi z wczora.
Od tych szkieletów, które śpią w całunie,
Dusza żyjących wiecznie błądzi chora.
Choć palim przeszłość w coraz nowej łunie,
Nic jej niestartych śladów nie zaora.