Strona:PL Antoni Lange - Malczewski i kilka erotyków.djvu/098

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Taki byłeś podobny... A dziś, drogi Boże,
Wychudły, wynędzniały, niedbały w ubiorze —
Niby pastor luterski zdasz się na pogrzebie.
Wiem, żeś dumny jak Hiszpan — i że próżno ciebie
Namawiać, byś u krewnych swych szukał pomocy,
Lub u dawnych kolegów. Śród nich są wysocy
Urzędnicy — i bardzo ustosunkowani;
Oni mogą cię wyrwać z tej czarnej otchłani.
Pójdź jeno do Skibickich, albo do Kossowskich,
Albo do Modzelewskich, albo do Błędowskich,
A każdy ci natychmiast otworzy szkatułę.
Wiem, że twe serce dumne, na te sprawy czułe,
Ale to jest pożyczka, nie zaś darowizna.
Że honor twój nietknięty — każdy ci to przyzna,
Przytem, żeś bardzo zdolny, więc dla tego względu
Myślałem, że najlepiej ci się jąć urzędu.
W komisji skarbu stryj mój dla cię stanowisko
Wyrobił — tam uzyskasz pracę — spokój — wszystko.
Honor wielki. Za każde dwanaście miesięcy —
Otrzymywać masz złotych polskich sześć tysięcy.
Pracują tam synowie pierwszorzędnych rodzin,
A roboty masz dziennie zaledwie sześć godzin.


ZOFJA

O, nie! Ja go nie puszczę. Cóż ja sama jedna
Będę robiła w domu schorowana, biedna?
Jam słaba, a gdy tylko wychodzi Antoni,
Jakaś zmora mię ściga, jakiś zły duch goni...
Jak niespokojny duch mój byłby nieustannie,
Gdyby on się zakochał w jakiej obcej pannie,