Dziwnych myśli gęste mrok!
W piersi budzą strach głęboki,
Gdy pomyślę, pełen drżeń, —
Że ten żywot nasz, pragnienia,
Żale, czyny i dążenia —
Że to sen jest, nikły cień.
Gdy pomyślę, że szlachetni
Cierpieć muszą, jak źli, szpetni,
Że ich wszystkich łączy grób;
Że, co jasność rozdzieliła,
Związać może mroków siła —
Serce pęka mi śród prób!
O, nieskończoności ciemna,
Nieobjęta i tajemna!
Nigdyż nam nie błyśnie świt?
Wszystko tłucze i kaleczy,
I rozprasza i niweczy —
Twoja Nicość czy twój Byt!
GDY CIERPIĘ.
Wobec mąk mych — gdy milczycie,
Myślę nieraz: może wy
Współczujecie mi — bezradni...
I w mem oku stają łzy.
Lecz, gdy wobec cierpień moich,
Rozprawiacie pośród drwin
O mych mękach, mej niedoli; —
Jam na straszny gotów czyn!
Wtedy chciałbym w swoje dłonie
Chwycić świat, jak garstkę piór,
I roztrzaskać go, jak Samson
Ruszył niegdyś z posad mur.