Przejdź do zawartości

Strona:PL Antologja poezji żydowskiej (red. Hirszhorn) 1921.pdf/214

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

Przychodzę k’wam z krainy muz wspaniałej:
Ów cudny kraj odmienne świty piększą —
Tam zużył Bóg swój gienjusz, rozum cały,
Potęgi swej zostawił część największą.

Tam błogo mi, tam ma siedziba główna-
Swobodnie pierś oddycha, dusza marzy:
Tam żaden król mi ziemski nie dorówna,
I dumnie tam z największych drwię mocarzy!

Tam moją skroń korona zdobi złota,
A ciało me anielska tuli szata:
Tak cudne są, że ludzka ich istota
Nie kupi tu za żadne skarby świata!

Gdy tylko chcę — nadziemskie pieśni śpiewa
Słoneczny krąg, srebrzysty sierp księżyca:
A nieba strop tonami się zalewa,
I ucho me upaja i zachwyca.

Gdy pragnę śnić, wyłania się, jak z toni, —
Ramiona z drzew zwracając do mnie swoje —
Cienisty las, barw pełen, dźwięków, woni:
Wstępuję weń i marzę tam i roję.

W krainę śnień świetlanych się unoszę
I snuję tam fantazji nić subtelną:
Polotu jej słodycze i rozkosze
Człowieczą pierś stępiłyby śmiertelną.

Gdy dusza ma uciechy jest już syta,
I ból i jęk pociąga ją i mami, —
Na ziemski glob mnie dłoń prowadzi skryta,
I z wami się zalewam tutaj łzami.