I od tej pory gna mnie już
Tajemna jakaś siła, —
Aż raz mnie rzuci w otchłań mórz:
Tam będzie ma mogiła!...
KONIEC ŚWIĄT.
Po świętach! — Od łez modlitewnik splamiony:
Juz esrog wyschnięty, już namiot zniesiony:
Powiędły już liście — niedawne zielone,
I palmę zamarłą ciśnięto na stronę;
Zdeptana gałązka na ziemi widnieje:
Kochany mój, oto są twoje nadzieje!
To leżą powiędłe marzenia świetliste,
To leżą zdeptane radości twe czyste:
Wymarły tu leży świat szczęścia uroczy,
Za którym stęsknione gonily twe oczy: —
To pragnień twych, twojej miłości jaśń złota:
Tu wierny nasz obraz swojego żywota!
Liść gnije — czas kończy zniszczenia już dzieło;
Po wszystkiem — a nie wie nikt, skąd się to wzięło;
Już esrog wywietrzał, już palma złamana,
Służący bóżniczny wymiata je zrana...
Wiatr wionął — i, jakby lecąca w dal strzała,
Z przed oczu nam piękność tak w dal uleciała...
