Przejdź do zawartości

Strona:PL Antologja poezji żydowskiej (red. Hirszhorn) 1921.pdf/193

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

Język — gwara dzikich hord,
Moje przyjście na świat — grzech
Pędzę byt, jakby na śmiech,
Sądzi mnie: bat, ogień, miecz;
Zewsząd: precz, precz, precz,
Muszę błagać, ronić łzy,
Gdy oprawca smaga, lży.

Tak przechodzi dzień, rok, wiek —
Ciągle swój przyspieszam bieg:
Każdy pies i każdy bies
Może zrobić ze mną kres:
Lżyć mnie, bić — zyskowny fach...
Wieczny strach, strach, strach,
Wciąż przekupuj, żebrz i proś,
By cię nie zjadł jakiś ktoś,
Gorszy-m nawet jest, niż trup,
Bo mnie nie chce przyjąć — grób!




PROROCTWO.

Cyt... Słyszę głos z krainy zórz —
Więc ucho zwracam doń:
— Odświętne szaty zaraz włóż
I harfę pochwyć w dłoń.

Nie bój się nocy gęstej mgły:
Ni ludu mego snu:
Ty właśnie masz go zbudzić, ty!
Pobudkę zagraj mu.

Niech lud mój dowie się z twych pień —
Lud z wszystkich świata stron —
Że idzie świt, że znika cień,
Że nocy nadszedł skon.