Przejdź do zawartości

Strona:PL Antologja poezji żydowskiej (red. Hirszhorn) 1921.pdf/192

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

Tyś ongi mnie przez wielkie morze wiódł,
Dałeś mi kraj, gdym przeszedł przez pustynię:
Czy także dziś w wędrówce swej nie zginie
Izrael Twój, wybrany przez Cię lud?

Ja słucham Cię, Tyś ojciec mój i Bóg!
Każesz mi iść więc mknę w szalonym pędzie:
Niech mi Twa dłoń przewodnią gwiazdą będzie —
Niech strzeże mnie od krzywd i błędnych dróg!

I, kryjąc ból, protestu tłumiąc głos,
Ja w rękę kij ujmuję znów tułaczy:
Przyspieszam krok, lecz oko w niebo patrzy,
Bo w Twoją dłoń złożyłem byt i los!




MARSZ WYGNANIA.

Trzymam wciąż wędrowny kij
Słyszę głos: „Tułaczu, mknij!“
Nie wiem, co to druh, co brat,
Zły jest na mnie cały świat,
Wciąż do cudzych pukam bram,
Dzisiaj tu, jutro tam.
Dnia nie spędzam tam, gdzie noc,
Nigdzie własnej ziemi piędź —
Wiecznie: pędź, pędź, pędź,
Póki tylko służy moc!

Przeszłość ma zapadła w proch,
Słowa me — na ścianę groch:
Moja chwała — zmierzchły mit,
Tytuł mój — przeklęty żyd,
Moje życie — wieczny ból,
A mój wpływ — okrągły nul.
Moja wiara — wyzysk, mord,