Tam oprę skroń o twoją pierś,
Wynurzę treść mych żądz, i śnień
I, pieszcząc dłoń, opowiem ci,
Co dał mi długi, smutny dzień.
Całować będę usta twe,
Gorących łez wypłaczę zdrój;
Najdroższy życia mego skarb —
Skarb lutni mojej — będzie twój.
Do śpiewu natchnie moją gęśl
Twej duszy czar i ciała wdzięk;
I każdy szept twych bladych warg
Obrócę w ton, przekształcę w dźwięk...
Lecz teraz, luba, musisz iść!
Tu miłość traci wszelką moc:
Dla nas nastaje życia świt,
Gdy wszystkich już uśpiła noc.
CZEM JEST ŚWIAT?
Jeśli sypialnią jest ten nasz świat,
A człowiek śpiącą istotą, —
Chciałbym przez życia niewiele lat
Nić marzeń snuć szczerozłotą.
Chciałbym mieć złote łoże, jak król,
Śnić miłość, wolność i szczęście;
By snu nie płoszył mi żal, ni ból,
Ni zemsty ściśnięte pięście.
A jeśli życie — to suty bal,
Z jakiej mnie krzywdzą zasady?
Chciałbym też tańczyć wśród gładkich sal
I miejsce mieć u biesiady.