Nieziemskie jest piękno i czar jego fal.
Jak mile chłodziłaby kąpiel mą skroń!
Chęć wielka mię bierze zanurzyć się w toń!
Bo w pracy staszliwej opadłem tak z sił,
Wyzdrowiałbym, gdybym raz wodą się zmył! —
— Wykąpać się tobie tak bardzo zachciało?
Nie troskaj się, wkrótce obmyją twe ciało!
W warsztacie jest ciemno i kłębi się dym —
Więc bluza ma brudna w podziemiu jest tym!
Podobna-ż, bym jeszcze o czystość tu dbał?
Lecz wszystko za czystą koszulę-bym dał?
Toć godzi się chyba, by prawy mógł człek,
Po-ludzku pracując, być czysty jak śnieg!
— Więc białej odzieży tak prosisz z pokorą?
O, w biel cię niebawem całego ubiorą!
Las wonną świeżością tchnie, drzew jego cień
Jest miejscem, gdzie puściłbym wodze swych śnie
Ptaszęta ślą tęskne piosenki swe tu,
A słodkie ich tony kołyszą do snu...
W warsztacie natomiast duszący jest dym, —
Ach, jakżebym w lesie orzeźwił się tym!
— Ochłodzić się pragniesz? To cóż ci po borze?
Toć cały niebawem ochłodniesz już może!
Jak wielkim bogactwem prawdziwy jest druh!
Przez niego nadzieją pokrzepia się duch!
Przyjaciel prawdziwy osładza nam byt
I w życia mrok wnosi radosny swój świt;
Lecz jam jest sierotą, samotny m jak głaz —
Nie darzy przyjaźnią mnie nikt z pośród was!
— O, będziesz niedługo miał druhów obficie;
Czekają już oni na twoje przybycie!
