Przejdź do zawartości

Strona:PL Antologja poezji żydowskiej (red. Hirszhorn) 1921.pdf/165

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

Całuję błękit jego ócz —
Otwarły się. „O, mów,
Poznajesz tatę“? — Ujrzał mnie
I zamknął oczki znów.

„Tu stoi, skarbie, tatuś twój
I tobie trzy dać chce.“
Usteczka poruszają się:
„Ach, gdzie jest tatuś, gdzie?“

Ból ściska serce me, do dna
Goryczy-m spełnił kruż:
Raz, synu mój, obudzisz się,
A mnie nie będzie już!




ROZPACZ.

O, gdybyż dzień jeden w tygodniu mieć wczas,
Od jarzma być wolnym jedyny choć raz!
I pana zapomnieć skrzywioną, złą twarz,
Zapomnieć, że cierpieć pokornie — los nasz,
Zapomnieć warsztatu i krzyki i huk,
Niewoli straszliwej za sobą mieć próg!...
— Zapomnieć się pragniesz i wytchnąć chcesz ładnie?
Niedługo na spokój ci czekać wypadnie!

Już liście i kwiaty opadać chcą z drzew,
Wnet ptaki zanucą ostatni swój śpiew,
I w szereg cmentarzy zamieni się świat!
Ach, jak-by swą wonią orzeźwił mię kwiat!
I, zanim traw skonu nastąpić ma dzień,
Jak radbym wietrzyka choć raz użyć tchnień!
— Na polu być pragniesz z zielenią i rosą?
Ha, dobrze! zaniosą cię w pole, zaniosą!

Staw srebrzy się w słońcu i ciągnie się w dal, —