Strona:PL Antologia współczesnych poetów polskich (1908).djvu/476

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Razem na chwilę dobiegłszy zenitu,
Znów się rozchodzim na szlaki niepewne.
Znów błądzić będziem długo, aż pęd rączy
W gwiazdę nas wspólną na wieki połączy.

Nad Salaminy falą smutny stoję
I tanecznice-mewy wzrokiem gonię.
Cisza dokoła, znikło słońce moje.
I w duszy pusto, ciężko, jak po skonie.
A fala, bóle najcięższe kojąca,
Wabiąc w głąb modrą, o stopy me trąca...